Msze Święte

w dni powszednie 18,30, w niedziele 8.00, 9.00 \ul.Słoneczna\, 10.30, 12,00, 18,30

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Wyjazd ministrantów do Wąsoszek 2011

Drukuj PDF

W dniach od 15 do 20 sierpnia 2011 roku odbył się letni obóz ministrancki w Wąsoszkach niedaleko Piły. W wyjeździe uczestniczyło 11 ministrantów i 2 opiekunów (pani Halina oraz ksiądz proboszcz).

Już pierwszego dnia nie obyło się „bez strat”. Jeden z naszych przyszłych lektorów od niechcenia kopnął piłkę i wybił szybę w powstającym domku Puszcza oczko. Gościliśmy u państwa Królów i byliśmy jedną z pierwszych grup, które przyjechały tu wypoczywać.

 

Mieszkaliśmy w nowo powstającym ośrodku agroturystycznym u fantastycznych gospodarzy. Spaliśmy pod namiotami. Codziennie odprawiane były msze święte w kościele w Krajence. Codziennie również organizowane były wyjazdy rowerowe, których trasy prowadziły przez malownicze rejony, a długość ich wynosiła średnio 40 km. Jedna z dłuższych tras prowadziła na Górkę Klasztorną gdzie uczestniczyliśmy we mszy świętej. Żaden z uczestników nie zapomni również codziennych ognisk (czasami towarzyszyło im grillowanie), podczas których większość obecnych grała w gry karciane np. w "kenta" lub "mafię". Wieczorne spotkania kończyły się modlitwą.


Ksiądz Jakub zaproponował księdzu proboszczowi parafii z Krajenki mecz piłki nożnej: ministranci Złotniki vs. Krajenka. Udało nam się rozegrać mecz na miejscowym "Orliku". Drużyna przeciwna znacznie przewyższała nas wiekowo (trzeba zaznaczyć, że grał tam również miejscowy ksiądz wikariusz), ale walczyliśmy dzielnie i wstydu naszej parafii nie przynieśliśmy. Mecz zakończył się remisem 11:11. Po meczu zostaliśmy zaproszeni na lody przez ks. Jakuba na zakończenie udanej gry.

Wiele wrażeń przyniósł nam także spływ kajakowy. Trasa w linii prostej wynosiła ok. 6 km, a my spływaliśmy mniej więcej 4 godziny! Nie obyło się bez zgubionych butów Puszcza oczko, wywróconych kajaków oraz oczywiście pomoczonych ubrań. Kilka ekip zabawiało się w grę: „ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” i dlatego zakończyło spływ na ostatnim miejscu. Bardzo pozytywne wspomnienia mamy także z gry w paintball, w której stały naprzeciw siebie dwie sześcioosobowe drużyny. W jednej z drużyn grała również córka gospodarzy, która radziła sobie nawet lepiej od niejednego z nas. Ciekawostką może być fakt, iż grał z nami nie kto inny jak nasz ksiądz proboszcz i był tym pierwszym celem, na którym rozprysnęła się kolorowa farba Uśmiech. Nie obyło się bez sińców i zadrapań. W czasie kiedy strzelali starsi ministranci, młodsi także mogli postrzelać z markerów do tarcz.

Tegoroczny letni obóz był przygotowany perfekcyjnie, niczego nam nie brakowało. Także pogodę mieliśmy wspaniałą. Na pewno każdy z nas ma wiele miłych wspomnień, których długo nie zapomni.

Mam nadzieję, że kolejne obozy będą również tak udane.

Autor tekstu: Adam

(zdjęcia z wyjazdu...)